|
Page 1 of 4 Była połowa lat osiemdziesiątych...
W Wałczu istniały dwa kluby żeglarskie. Jeden z nich to KS Romet, posiadający obok sekcji kolarskiej, sekcję żeglarską zajmującą się szkoleniem młodzieży i żeglarstwem regatowym. Drugi klub to TKKF "Sokół-Romet", posiadający w swoim składzie sekcję kulturystyki i sekcję żeglarstwa turystycznego. Sekcja ta skupiała w swoich szeregach ludzi zajmujących się turystyką żeglarską. Mieli oni do dyspozycji dwie wiekowe Omegi, Ramblera i nowego Beza 2. Korzystaliśmy z przystani klubu KS Romet przy ul. Bydgoskiej. Tylko dwaj członkowie posiadali własne jachty typu Foka. W klubie prowadzono szkolenie żeglarskie, braliśmy też udział w regatach turystycznych organizowanych przez kluby pilskiego OZŻ na jeziorze Bytyń. Nie byliśmy gorsi. Co roku organizowaliśmy - także na Bytyniu - regaty dla wszystkich żeglarzy i przy okazji sami odnosiliśmy w nich sukcesy. Niemniej brakowało nam sprzętu pływającego. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju nie ułatwiała zdobywania środków na nowe jachty. W roku 1987 kol. Tadeusz Piasecki, właściciel jednej z Fok, zdecydował się na udział w Mistrzostwach Polski Jachtów Kabinowych na Mazurach. O perypetiach związanych z transportem jachtu przy pomocy samochodu Syrena 102, który oprócz jachtu musiał przewieźć 4 osoby załogi można napisać książkę. Mimo przygód dzielni wałeccy żeglarze dotarli na czas na miejsce startu i wzięli udział w regatach, zajmując w swojej klasie zaszczytne 2 miejsce. Przegrali z jacht konstrukcji Andrzeja Skrzata, czyli popularnym Sparkiem.
***
Zauroczeni tą konstrukcją, na miejscu obgadali możliwość kupna dokumentacji oraz skorzystania z istniejącej formy, która znajdowała się w Warszawie. Tadeusz bardzo szybko pozbył się Foki i miał kapitał niezbędny do budowy nowego jachtu. Szybko znalazło się kolejnych kilku chętnych do budowy własnych jachtów. Zawiązano maszoperię w skład której weszli: Tadeusz Piasecki, Jurek Orłowski, Janusz Kasprzak, Zygmunt Bohdanowicz, Mariusz Sawicki. W pełnym składzie pojechali do Warszawy i w ciągu tygodnia wykonali na istniejącej formie, skorupy jednego kadłuba. Przywieźli go do Wałcza i w pomieszczeniach kotłowni osiedlowej, na bazie przywiezionych skorup, zaczęli przygotowywać własną formę, ucząc się praktyczne od zera sztuki szkutniczej, o której tak naprawdę w owym czasie mieli niewielkie pojęcie. Ich zapał był ogromny. Po niedługim czasie formy potrzebne do wykonania własnych jachtów były gotowe. Zaczął się szał budowy. Największe problemy były ze znalezieniem miejsc do pracy, zdobyciem żywic poliestrowych, mat, sklejek i tego wszystkiego, co się ze szkutnictwem wiąże. Wykorzystywano wszelkie znajomości, dojścia do miejsc, gdzie istniał choćby cień szansy na deficytowy materiał. O dziwo jakoś go znajdowano. Powstaje kadłub Zyzia, Jurka i Adama, Jasia Kacprzaka, pierwszy kadłub "Kaśki". W tym czasie Tadeusz w spartańskich warunkach na przystani buduje i wyposaża swoją "Akelę". Spółka Jurka Żebrowskiego i Adama Wyszkowskiego buduje w pomieszczeniach Spółdzielni Mieszkaniowej "Pasata", Zyzio Bohdanowicz pod chmurką, w ogrodzie ojca buduje "Jolandę", Janusz Kasprzak przy pomocy Stasia Mirowicza na ul. Orlej buduje "Astora", wykańcza go jednak w ogrodzie przy ul.1 Maja.
***
|